Powiem szczerze, ze chce mi się płakać , jak moja siostra mogła potraktować kogoś w taki sposób, wstyd mi ze mam taką siostrę. Jezdzili wszedzie razem, nawet u mnie byli dwa tyg temu i było wszystko ok a tu ;(, nie popieram tego co zrobiła. Kiedy zadzwoniła do mnie mama z informacją, że Julka wybiera się na kilka dni do Gdańska i że u mnie przenocuje, powiedziałem swojej dziewczynie, że odwiedzi mnie siostra. Z Majką chodziłem półtora roku. Było nam ze sobą dobrze, ale nie mieliśmy konkretnych planów na przyszłość. Nie spodobało mi się to. Kłamanie nie było w moim stylu, nie umiałam tego robić i nie czułam takiej potrzeby, ale… Bardzo chciałam poznać chłopaka ze zdjęć, więc się zgodziłam. Siostra opowiedziała mi, jak się poznali, o czym rozmawiali, gdzie razem chodzili, a także… że już się całowali i dotykali. Musisz przetłumaczyć "TWOJA SIOSTRA ZROBIŁA" z polskiego i użyć poprawnie w zdaniu? Poniżej znajduje się wiele przetłumaczonych przykładowych zdań zawierających tłumaczenia "TWOJA SIOSTRA ZROBIŁA" - polskiego-angielski oraz wyszukiwarka tłumaczeń polskiego. Kiedy ja pracowałem moja "mała" siostra w ogóle nie opuszczała domu. Blada, gruba rozlana i bluzgająca siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Wiedziałem, że moja siostra jest potworem, lecz mimo to czułem perwersyjną przyjemność w usługiwaniu jej. Nazywała mnie kundlem i życzyła mi śmierci. Widocznie mi się udało, bo siostra rok później urodziła córkę. Oleńka to jedyna siostrzenica, która jest ze mną blisko. Lubię ją jak własną! Ten szwagier odwiedza mnie do dzisiaj… Już nie ma łóżka między nami – po prostu posiedzimy, pogadamy, on mi się poużala, pochlipie i mówi, że jest mu lżej. . Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich! Witajcie. Mam na imię August i jestem martwy. Zapewne zastanawiacie się, jak do tego doszło? Spokojnie. Zaraz wszystko wam wyjaśnię. Zebrałem was tu po to, aby opowiedzieć swoją historię. Więc rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie. Miałem młodszą siostrę o imieniu Felicja. Mimo, że byłem od niej starszy o ładnych parę lat, traktowała mnie, jakby to ona była starsza i mną pomiatała. Zresztą nie tylko ona, nasi rodzice również. Byłem bardzo chudy, ludzie mówili, że jak tyczka. Podczas, gdy moja siostra przekroczyła 300 kilo żywej wagi. Była wielka niczym góra i ciężka jak stado słoni. Mieszkaliśmy wszyscy w małej, zapomnianej przez boga i ludzi wiosce w sercu Bieszczad. Życie nas nie rozpieszczało, możecie mi wierzyć. A mnie to już zwłaszcza. Rzeźnia, w której pracowałem splajtowała i z dnia na dzień straciłem robotę. Było to jedyne źródło naszego utrzymania. W drodze powrotnej płakałem. Kiedy dotarłem na miejsce, stałem godzinę pod drzwiami naszej chaty, bo bałem się wejść do środka i się do tego przyznać. Moja siostra bywała wobec mnie bardzo agresywna, a że była od mnie dużo większa, nie miałem z nią szans. Biła mnie po twarzy i gdzie popadnie swoimi ogromnymi łapskami, a jej krzyki brzmiały, jakby ktoś tarł metalem o beton. Już od najmłodszych lat wiedziałem, co to piekło. Rodzice mnie odrzucili faworyzując moją młodszą siostrę. Każdą jej zachciankę musiałem spełniać, jakbym był służącym. Podczas, gdy moi rodzice uwielbiali mnie bić i wyzywać. Codzienne powtarzali mi, że jestem nikim i za najmniejsze wykroczenie od razu dostawałem po gębie. Byłem traktowany niczym pies. Miałem swój kojec i jadłem z psiej miski. W atmosferze wyzwisk i chorej presji żyłem już 17 lat. Matka mnie musztrowała i potrafiła znienacka uderzyć, nawet jeśli chwilę wcześniej głaskała mnie po głowie. Oboje powtarzali mi, żebym kochał i dbał o moją siostrę. Nocami kiedy leżałem w swoim kącie musiałem wysłuchiwać zwierzęcych dźwięków ich kopulacji. Kiedy dostałem dyplom ukończenia szkoły, biegłem do domu uszczęśliwiony. Minąwszy furtkę naszego domu, zaniemówiłem. Zobaczyłem moich rodziców wiszących na drzewie za naszą stodołą. Była tam też moja siostra, wpatrzona w dwa trupy jak urzeczona. Odciągnąłem ją chcąc zaoszczędzić jej tego widoku. Nasi rodzice w chwili śmierci trzymali się za ręce. Odciąłem ciała i wniosłem do szopy. W chwili niewiadomego szaleństwa zacząłem dźgać trupy śrubokrętem. Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl. I teraz pomyślicie sobie pewnie, że z rozpaczy oszalałem. Otóż umyłem ciała i tak powiem to głośno: ugotowałem zupę z ciał rodziców i podałem ją siostrze. Wyszedł z nich pyszny krupnik. który moja siostra zjadła ze smakiem. Pragnąc pocieszyć siostrzyczkę zapewniałem, że się nią zajmę i, że wszystko będzie dobrze. Mijały lata a moja siostra robiła się coraz większa i coraz cięższa. Cały świat o nas zapomniał podczas, gdy ja imałem się każdej pracy, żeby związać koniec z końcem. Kiedy ja pracowałem moja "mała" siostra w ogóle nie opuszczała domu. Blada, gruba rozlana i bluzgająca siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Wiedziałem, że moja siostra jest potworem, lecz mimo to czułem perwersyjną przyjemność w usługiwaniu jej. Nazywała mnie kundlem i życzyła mi śmierci. A ja mimo to wycierałem jej tyłek i przemywałem odleżyny. Była zbyt ociężała, aby pójść do toalety. Jadła coraz więcej i ciągle było jej mało. Pewnego dnia stwierdziła, że chce prawdziwe mięso. Nie pozostało mi nic innego, jak pójść coś znaleźć. Przyniosłem do domu truchło przejechane przez samochód. Ale to jej wystarczyło. Zjadła surowe mięso łapczywie. Od tamtej pory musiałem zacząć polować i przynosić jej krwawe ochłapy, czasem nawet padlinę. Doszło do tego, że ukradłem trupa z zakładu pogrzebowego i zrobiłem z niego jedzenie dla mojej nienasyconej siostry. Przez pewien czas było naprawdę przyjemnie, bo moja siostra była najedzona i nie była taka straszna. Aż w końcu przypomniała sobie o obiedzie w dniu śmierci rodziców. Zasmakowała w świeżym ludzkim mięsie. W związku z tym zażądała bym jak się wyraziła "dał jej cząstkę siebie" Niewiele myśląc poszedłem do szopy i wziąłem z niej piłę mechaniczną. Powiem to wprost: miałem zamiar odciąć sobie nogę. Tak, dobrze słyszeliście. Wróciwszy do domu nastawiłem garnek z olejem, aby potem ugotować odciętą kończynę. Następnie wziąłem się do dzieła. Podstawiłem miskę, oparem się o ścianę i zacząłem ciąć poniżej kolana. Od razu pożałowałem tego kroku, bo ból był nieziemski. Zacisnąłem zęby, aż zaczęło pękać mi szkliwo, a krew zalewała całą podłogę. W pewnym momencie trafiłem na kość, która zaczęła trzeszczeć. Zasłabłem i ogarnęła mnie ciemność. Z omdlenia obudziły mnie wrzaski mojej siostry. Byłem tak długo nieprzytomny, że zdążył się zapalić olej, który wcześniej naszykowałem. Spojrzałem na moją nogę i zobaczyłem ochłap wiszący luźno na skórze. Chciałem ugasić ogień, więc próbowałem się podnieść, ale przez upływ krwi byłem bardzo słaby. Próbowałem ugasić ogień wodą z innego naczynia, ale z osłabienia upadłem na garnek z palącym się olejem. Ogień zaczął ogarniać całą kuchnię. Drewniane meble, firanki. Próbowałem ponownie wstać, ale czułem, że cały się trzęsę i że spada mi tętno. Mogłem jedynie patrzeć jak płomienie dochodzą do posłania mojej siostry i je ogarniają. Ona sama leżała na podłodze wierzgając grubymi nogami. Długo cierpiała, zanim ogień strawił jej ciało. Ogień sięgnął dachu i z naszej ubogiej chatynki zostały tylko zgliszcza. A z nas pozostał tylko popiół i odór zepsutych wędlin. To już koniec tej historii. Teraz już wiecie jak wyglądało moje życie. Jak i dlaczego umarłem. Tak to my, brat i siostra. Dwa duchy, które będą po wieki nawiedzać te niedostępne Bieszczadzkie tereny. Urodziłem się, jako pierworodny i już z tego można wywnioskować, że byłem dzieckiem miłości. Ojciec pysznił się tym wśród kolegów mających córki. - Mam pierwszego syna. Pozostałe zadania stawiane młodemu mężczyźnie, takie jak wybudowanie domu, posadzenie drzewa, sobie darował. Młodym, najwygodniej było zamieszkać z rodzicami mamy i tak też zrobili. Przez to mama zmuszona była nieznacznie zmienić swoje przyzwyczajenia. Oficjalnie wprowadziła męża do swojego pokoju i od tej pory nie musieli kryć się przed rodzicami. Na świat przyszedłem, podobnie jak inne tego typu dzieci, siedem miesięcy po ślubie. Ważyłem wyjątkowo dużo przy uwzględnianiu dziewięciomiesięcznej ciąży, jednak, jako wcześniak byłem prawdziwym gigantem, taka jest wersja oficjalna obojga rodziców. Mieszkanko wcześniej było ciasne, a przywiezienie dziecka ze szpitala jeszcze uszczupliło metrów kwadratowych przypadających na mieszkańca. Dziadek, jako najbardziej otrzaskany z matematyki, wiadomo jak zdawał starą maturę to musiał, wyliczył dwa i pół metra dla każdego z uwzględnieniem łazienki. Właściwie obliczenie było bardzo proste wystarczyło policzyć domowników dziadek, babcia, brat mamy z żoną i czwórką dzieci oraz młodsza siostra z bliźniakami i z drugim partnerem życiowym, jej były też mieszkał z nami wszystkimi. Byliśmy tymi lepszymi w rodzinie, mięliśmy cały malutki pokój tylko dla siebie, pozostali zmuszeni byli do solidarnego dzielenia się wszystkim. Kiedy podrosłem i nauczyłem się czytać, przeglądałem listę lokatorów naszego bloku. Zaskakujące było to, co zauważyłem, a mianowicie w pozostałych mieszkaniach ubyło domowników tylko u nas stale przybywa. Oni osiągnęli to dzięki wyjazdom do pracy za granicę, a my pozostaliśmy w kraju, jako patrioci tak wolałem myśleć. Brakowało nam wtedy pieniędzy nawet na jeden bilet i kilka groszy na najnędzniejszy kąt w obcym kraju. Gdyby wtedy płacono na dzieci pięćset plus, prawdopodobnie do czasów obecnych nikt by z nas nie został. Niestety nie posiadaliśmy też zdolności kredytowej i przez to zmuszeni zostaliśmy do zadowolenia się tym, co mamy. Przeludnienie ma też i dobre strony, w pierwszej kolejności byliśmy brani przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej do przydzielania pomocy socjalnej. Nawet nieźle wychodziliśmy na tym, podliczanie na koniec każdego miesiąca pozyskiwanych bezzwrotnych zapomóg to potwierdzało. Stale mieliśmy opłacony czynsz, prąd, gaz, zakupiony opał, chodziliśmy na obiady, dostawaliśmy przydziały z banku żywności, a nawet odzież. Dorośli skrupulatnie pilnowali żeby przypadkiem nie wypaść z systemu przez nieumyślne podjęcie pracy, ponieważ powroty są bardzo trudne, a często nawet nie możliwe. Rodzice, nie pracując, dysponowali dużą ilością wolnego czasu, więc poświęcali go zakupom w promocji i mnie. Jednak, jak niedługo się okazało niezupełnie. Mama urodziła siostrę. Natychmiast w domu zaprzestano zwracać na mnie uwagę i przeznaczyli czas malusieńkiej dziewczynce. Wiele godzin poświęciłem na obmyślaniu planu pozbycia się bachora z domu, jednak stale ktoś się kręcił i wyrzucenie przez okno było niewykonalne, choć kilkakrotnie próbowałem. Podobnie z otruciem mi nie wychodziło, wtedy przekonałem się, że nie jest to takie łatwe jak w filmach kryminalnych. Choć bardzo tego nie chciałem, to musiałem pogodzić się z porażką i tak szwendająca się wszędzie za mną pokraka rosła. Troszkę miałem przy dorastaniu szczęścia, gadżety elektroniczne nie były wtedy w tak masowym użyciu i dzieciarnia przebywała całymi dniami na podwórkach. Nikomu jeszcze na myśl do durnego łba nie przychodziło, że dzieci nie mogą się bawić bez opieki dorosłych. Widocznie swoboda wieku dziecięcego i niewinna radość płynąca z dzieciństwa stały się dla cymbałów decydentów solą w oku. Teraz po ich innowacjach nie zauważysz dzieci na podwórku, bawiących się w dom, dwa ognie, chowanego, skaczących na skakance, grających w klasy. Podwórko mieliśmy duże i od dawna było na nim wygospodarowane miejsce na boisko. Stale, po szkole, grała na nim młodzież, w soboty dorośli kopali piłkę, nam w tym czasie pozostawało patrzenie. Podczas ładnej pogody w ciepłe słoneczne dni granie w gałę szło od rana do wieczora, często szkoła nie była w stanie temu przeszkodzić. Byłem dobry na boisku, przez to przyjaciół miałem sporo, nawet wtedy, kiedy byliśmy już napalonymi nastolatkami. Jednak moja siostra przy moich kolegach mogła czuć się bezpieczna, ponieważ do urodziwych nie należała. Brzydota jej mi nie przeszkadzała, tylko mieliśmy te same geny i ja przez to śliczny nie byłem. Natomiast moja drużyna w przeciwieństwie do mnie prezentowała się znakomicie, a o ich względy rywalizowały koleżanki z klasy siostry. Dzięki temu miała spory zapas przyjaciółek, które namawiały ją by przedstawiała je moim kolegom. Nawet szybko potworzyły się pary, które ze zmiennym szczęściem trwały w związkach. Przez to siostra miała stale zajecie przy kojarzeniu się nowych sympatii, lub pocieszaniu po rozstaniach. Przykro mi było, że w tej części dorastania nie uczestniczyłem, ponieważ nie byłem piękny i bogaty. Jednak życie ulicznika wyrobiło u mnie spostrzegawczość i znajomość potrzeb ludzi. Powoli uczyłem się spełniać indywidualne, najbardziej wymyślne marzenia i dostarczać poszukiwany towar. Błyskawicznie rosły moje dochody, choć w sposób nie do końca legalny, ale akurat tym się nie przejmowałem. Doskonale wiedziałem, że tylko głupiec rejestruje swoją działalność, prawdziwi twardziele już nie. Wtedy nikt nie kontroluje twoich dochodów i nie przysyła bzdurnych urzędowych pism. Zacząłem inwestować w najcenniejsze, co miałem, w rodzinę, a żeby napływ gotówki nie rzucał się w oczy, stopniowo ich umieszczałem w różnych częściach Polski. Idealnymi do zamieszkania były duże miasta, gdzie panowała anonimowość, nawet w małych kilkurodzinnych budynkach. Dziadkowie zamieszkali na wybrzeżu, wujek w górach, ciotka na Mazurach, a rodzice w centralnej Polsce. Dobrze im się tam żyło, nie musieli korzystać z pomocy MOPS-u, lecz nie zapomnieli, komu to zawdzięczają. Siostra pozostała na starym mieszkaniu i po stracie przyjaciółek, które powychodziły za mąż nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Chcąc poprawić jej humor i wyciągnąć ze stresu, sfinansowałem poprawę aparycji. Ktoś kiedyś powiedział głupio, że pieniądze szczęścia nie dają, strasznie się mylił w swojej ocenie. Prawdopodobnie nie widział po zabiegach kogoś podobnego do mojej siostry. Nagle za sprawą najlepszych specjalistów z chirurgii plastycznej przeobraziła się w piękną kobietę. SPA zadbało o doskonałą figurę, a reszty dokonały najlepsze kosmetyki, najdroższa garderoba i klejnoty. Nareszcie bez kompleksów może korzystać z uroków życia, przebierać w mężczyznach, jeżeli ma tylko na to ochotę. Robiłem wszystko, by moje małe interesiki nie zaniepokoiły jakiegoś rekina. Wtedy do pokonanego przysyła się jakiegoś egzekutora, przez to żyłem ciągle w strachu. Jednak udało mi się podczepić pod grubą rybę, dawnego starszego kolegę z boiska, powiązanego ze światem polityki i biznesu. W brew pozorom moja facjata bardzo mi w tym pomogła. Często wystarczy by eleganciki w najdroższych garniturkach spoglądając w moją mordę, zmieniali zdanie, tak jak życzy sobie tego mój promotor. Problemu z dziewczynami, od kiedy sypię kasą już nie mam, najwyżej z ich nadmiarem. Jednak są to same śliwki robaczywki, nic godnego uwagi nie znalazłem, Problem podobny z kobietami mają moi starzy kumple od gały, tylko w przeciwieństwie do mnie są na piedestale, mają żony i zajmują wysokie stanowiska publiczne. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2012-01-24 17:20:41 literka25 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-08 Posty: 73 Temat: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Dziewczyny, moja siostra odwołala ślub, który miał sie odbyć we wrzesniu. Poznała nowego faceta i dosłownie rzuciła go dla tego nowego. Nie mogę pojąc, wiadomo coś tam się kócili. Moja siostra zachowuje sie wyrachowana ........., mowi o swoim byłym wszystko co najgorsze , nie mogę tego pojąc. Nie zdradził jej, nic jej nie zrobił a ona go tak po prostu odstawiła. Kwiaty jej przysyłał, to jakiś total. Ona nie chce ze mna rozmawiać na ten temat , udaje ze dobrze zrobiła. Ten jej nowy koles jest od niej dziesiec lat starszy, dziwi mnie to, że ona robiła wszystko żeby być w porządku wobec tego nowego niż wobec swojego narzeczonego. Ślub odwołany, ona nie chciała nic naprawic. Powiem szczerze, ze chce mi się płakać , jak moja siostra mogła potraktować kogoś w taki sposób, wstyd mi ze mam taką wszedzie razem, nawet u mnie byli dwa tyg temu i było wszystko ok a tu ;(, nie popieram tego co zrobiła. Okropnie zal mi tego chłopaka bo wiem ze jemu na niej zalezy, nie wiem jak sie zachować w tej sytuacji. 2 Odpowiedź przez Wilczyca89 2012-01-24 17:24:31 Wilczyca89 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-27 Posty: 1,071 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;(literka25, a skad wiesz, jak naprawde bylo miedzy nimi? Moze tylko z boku wygladalo na to, ze sa ze soba szczesliwi, a tak naprawde przezywali dramat? I Twoja siostra w koncu poznala mezczyzne swojego zycia, i nie bala sie zerwac narzeczenstwa, ktore nie powinno przerodzic sie w malzenstwo? Powiem Ci, ze ja mialam podobna sytuacje. Chodzilam z facetem i z boku wygladalo na to, ze nieba chcial mi przychylic. Kolezanki mi go pod kazdym wzgledem zazdroscily, twierdzac, ze ich mezczyzni i mezowie nie robia dla nich tego, co moj facet dla mnie. W rzeczywistosci jednak facet byl wyrachowanym draniem i ciesze sie, ze z nim zerwalam, choc moje znajome do tej pory nie potrafia tego zrozumiec. Wiec nie wszystko musi byc takie, na jakie wyglada z boku. 3 Odpowiedź przez bezduszny 2012-01-24 17:24:54 bezduszny Net-Facet Nieaktywny Zawód: bandyta Zarejestrowany: 2011-12-18 Posty: 97 Wiek: 40+ Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( literka25 napisał/a:nie wiem jak sie zachować w tej go ;-) Nie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono. 4 Odpowiedź przez Leila01 2012-01-24 17:30:40 Leila01 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 2,752 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Niewiadomo czy bylo w ich zwiazku tak rozowo jak Ci sie jezeli wszytsko ukladalo sie dobrze i Twoja siostra wywinela taki numer to po rpostu szukala fair jest to, ze mimo, ze to ona zostawila to jeszcze bezczelnie obrabia bylego zeby tylko jeszcze nie wrocila z potkulonym sytuacja byla u mnie w rodzinie. Tyle, ze taka "atrakcje" zasponsorowala moja siostra cioteczna. I wiadomo, kazdy pocieszal chlopaka, rodzice przeprosili nawet za zachowanie corki( bo coz oni winni) i zwyczajnie starali sie zyc w dobrych stosunkach, przyjacielskich z chlopakiem. Po czasie, oczywiscie, wiezy sie rozluznily bo on w koncu zaczal ukladac sobie zycie na nowo. To my tworzymy nasze własne przeznaczenie... 5 Odpowiedź przez Aragorn-estel 2012-01-24 17:47:26 Aragorn-estel Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-23 Posty: 74 Wiek: 30 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( bezduszny napisał/a:literka25 napisał/a:nie wiem jak sie zachować w tej go ;-)To samo przyszło mi do głowy 6 Odpowiedź przez literka25 2012-01-24 17:56:20 literka25 Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-08 Posty: 73 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;(nie chce go pocieszać po prostu nie mogę zrozumiec jej zachowania , zobaczymy jak będzie, mysle, ze bedzie załowała swojej decyzji ;( 7 Odpowiedź przez Aragorn-estel 2012-01-24 18:16:47 Aragorn-estel Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-23 Posty: 74 Wiek: 30 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Literka, to był żart Twoja siostra jest dorosłą osobą i ma prawo do swoich decyzji, tych błędnych także. Takie życie ... 8 Odpowiedź przez Anhedonia 2012-01-24 18:17:13 Anhedonia 100% Netkobieta Nieaktywny Zawód: oligofrenopedagog Zarejestrowany: 2010-11-16 Posty: 5,896 Wiek: Over (?) 50 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( literka25 napisał/a:nie chce go pocieszać po prostu nie mogę zrozumiec jej zachowania , zobaczymy jak będzie, mysle, ze bedzie załowała swojej decyzji ;(Naprawdę?To życie siostry i jej wybory. Ona będzie szczęśliwa lub będzie lała łzy - jej życia za nią nie musisz rozumieć jej pobudek a jedynie pozwolić jej na to by przeżyła życie po swojemu. Zaakceptować te decyzje - nawet jeśli tobie się nie bardzo podobają. Najwyżej wyraź swoją dezaprobatę... "Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę, daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogęi daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego." Oetinger 9 Odpowiedź przez dor57 2012-01-24 19:15:36 Ostatnio edytowany przez dor57 (2012-01-24 19:17:34) dor57 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-27 Posty: 1,718 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Przez kilka lat pracowałam w salonie sukien ślubnych."Ubrałam" mnóstwo panien młodych,ale miałam też trochę "odwołanych" ślubów. Zawsze zastanawiałam się czy wybieranie sukni,zamawianie wesela itd... na 2lata,1 rok przed planowaną datą ślubu ma wiele się może w tym czasie każda klientką byłam zżyta i bardzo przeżywałam takie przedwczesne po pewnych przemyśleniach doszłam do wniosku,że jest to zdecydowanie lepsze wyjście niż późniejszy szybki długie przygotowania do dalszego wspólnego życia mogą być dla niektórych bardzo wiadomo .......większość stresów pragniemy jakoś odreagować....Jednak o jednym trzeba pamiętać: każdy kto planuje ślub jest dorosły i każdą jego decyzja niezależnie od tego czy nam się ona podoba czy nie musimy uszanować,bo to jest jego życie i jego dorosła decyzja. Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić. 10 Odpowiedź przez bezduszny 2012-01-24 19:39:29 bezduszny Net-Facet Nieaktywny Zawód: bandyta Zarejestrowany: 2011-12-18 Posty: 97 Wiek: 40+ Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Główna przyczyna rozwódów? Ślub! I coś w tym jest. Okres narzeczeństwa właśnie po to jest, żeby podjąć właściwą decyzję - nie zawsze zgodną z wolą, czy życzeniem otoczenia. Nie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono. 11 Odpowiedź przez LapkaPandy 2012-01-24 19:56:17 LapkaPandy Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zawód: techniczny Zarejestrowany: 2011-12-11 Posty: 304 Wiek: 28 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Znam 2 takie przypadki i w obu na dobrze to wyszło. Jedna dziewczyna po 8 latach a druga po 6 zerwać przed ślubem i dziećmi. I skąd wiesz ,że będzie żałowała tej decyzji??Cenię ją za szczerość i za to że nie oszukiwała partnera. Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych. 12 Odpowiedź przez białyłabędź 2012-01-24 19:58:57 białyłabędź Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-06 Posty: 13 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Do bezduszny - juz wcześniej chciałam Ci to powiedzieć, ale nie znalazłam Twojego wątku, tylko odpowiedzi. Bardzo mi sie podobała Twoja odpowiedź w wątku jak długa ma być przerwa pomiędzy jednym związkiem a drugim. Była taka otwarta i prawdziwa. Dała mi wiele nadzei, bo pomyślałam sobie, że każdemu może się nie ułożyć skoro facetowi, który tak pisze o tym jak przeżywa stratę partnerki też się nie ułożyło i że takcy faceci po 40 czasami też bywają wolni i że może nie wszystko w życiu stracone, bo istnieje choćby jedna szansa na milion, że jeszcze na takiego trafię. "Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie wspaniale." Dziękuję za autorki - jak jesteś wolna i tak Ci sie były narzeczony siostry podoba to teraz jest wolny. Możesz działać. 13 Odpowiedź przez kasta 2012-01-24 23:02:09 kasta Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-10-23 Posty: 116 Wiek: 30+ Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( bezduszny napisał/a:Główna przyczyna rozwódów? Ślub! I coś w tym jest. Okres narzeczeństwa właśnie po to jest, żeby podjąć właściwą decyzję - nie zawsze zgodną z wolą, czy życzeniem narzeczeństwo trwało ponad 3 lata, znajomość przed ślubem - 7. Nie uchroniło przed rozwodem. Po 20 latach "znania" okazało się, że kompletnie nie znam pana, z którym mam dzieci. Moi przyjaciele poznali się przez internet - szybko, gwałtownie. Pukaliśmy się w czoło. Do dziś są razem :-) i oby im się powodziło! 14 Odpowiedź przez Aragorn-estel 2012-01-24 23:21:17 Aragorn-estel Mój jest ten kawałek podłogi Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-23 Posty: 74 Wiek: 30 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;(Kasta ma rację. Nie ma recepty na udany związek. Moje narzeczeństwo trwało 5 lat! A rozwód był po 3 latach Nie ma reguły i tyle... 15 Odpowiedź przez dor57 2012-01-24 23:26:30 dor57 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-27 Posty: 1,718 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Witaj "w klubie".....Kasta Ja też przed ślubem znałam przyszłego męża 7 lat.......a potem rok po roku coraz mniej go się odszukiwać w nim tego faceta sprzed ślubu ale niestety ....gdzieś się ulotnił. Po długich "poszukiwaniach " dałam za wygraną i złożyłam pozew o rozwód..... Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić. 16 Odpowiedź przez kasta 2012-01-25 00:10:30 kasta Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-10-23 Posty: 116 Wiek: 30+ Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;(Witaj Dor57. Poczytałam Twoje posty, pokazały mi nieco z innej strony to, o co mam do siebie czasem pretensje - że nie chciałam udawać, iż nic nie widzę. Dla dobra dzieci. Napisałaś, iż Twoje dzieci może wyciągną wnioski, jak nie powinno wyglądać życie w małżeństwie. To dla mnie ważne słowa, bo zmniejszają poczucie winy, że moim - małym dzieciom - nie udało mi się (powinnam w sumie napisać "nam", bo pan były też miał wpływ na powstanie dzieci) dać bezpiecznego dzieciństwa. Dobiegam czterdziestki, mam pracę. To ja byłam koordynatorem wszystkiego, co działo się w naszym życiu wcześniej. A tak bardzo zapomniałam o tym, jak jestem samodzielna. Ile może zrobić krzywdy ten, którego kochało się nad życie. Nie musi uderzać. Wystarczyło, że mówił. 17 Odpowiedź przez nocnalampka 2012-01-25 09:54:26 nocnalampka Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-12-23 Posty: 2,229 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( Jesli ktores ma byc szczesliwsze nie bedac w tym zwiazku, to byla bardzo dobra decyzja. Dlaczego zyczysz siostrze tak zle, ze bedzie zalowac i takie tam? Nie uwazasz, ze najwiekszym swinstwem jakie mozna zrobic czlowiekowi jest trwanie w zwiazku ktory nas meczy? Chciałby nad poziomy człek - a tu ciągle niż. Nie uciągnie pusty łeb ciężkiej dupy wzwyż. 18 Odpowiedź przez Owadzik91 2012-01-25 10:59:47 Owadzik91 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-11 Posty: 3,499 Wiek: 1991 r. Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( literka25 a dlaczego Ty się tym tak przejmujesz? to jest życie siostry, może miała naprawdę ważny powód żeby go opuścić? dlaczego szukasz winy w siostrze? może ten idealny narzeczony popełnił błąd? łatwo jest oceniać innych nie znając wszystkich wystarczy szczerze porozmawiać z siostra? jeśli będziesz dla niej miła, wyrozumiała i nie bodziesz jej oceniać to może ona wyjawi Ci dlaczego musiała zerwać zaręczyny? może ten drugi był tylko powodem? a może naprawdę się zakochała? nie wiesz, nie oceniaj, bo może to tylko źle wpłynąć na Twoje relacje z ...dążąc do szczęścia.... 19 Odpowiedź przez dor57 2012-01-25 14:03:49 dor57 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-27 Posty: 1,718 Odp: co zrobiła moja siostra narzeczonemu ;( kasta napisał/a:Witaj Dor57. Poczytałam Twoje posty, pokazały mi nieco z innej strony to, o co mam do siebie czasem pretensje - że nie chciałam udawać, iż nic nie widzę. Dla dobra dzieci. Napisałaś, iż Twoje dzieci może wyciągną wnioski, jak nie powinno wyglądać życie w małżeństwie. To dla mnie ważne słowa, bo zmniejszają poczucie winy, że moim - małym dzieciom - nie udało mi się (powinnam w sumie napisać "nam", bo pan były też miał wpływ na powstanie dzieci) dać bezpiecznego dzieciństwa. Dobiegam czterdziestki, mam pracę. To ja byłam koordynatorem wszystkiego, co działo się w naszym życiu wcześniej. A tak bardzo zapomniałam o tym, jak jestem samodzielna. Ile może zrobić krzywdy ten, którego kochało się nad życie. Nie musi uderzać. Wystarczyło, że właśnie to jest najgorsze.....ile bólu może zadać facet nie używając przemocy fizycznej?.....chyba obie wiemy,że tylko nadzieję,że Ty nie usłyszysz nigdy od swoich dzieci tego co mi" rozerwało serce"......Mój syn powiedział mi, kiedy poinformowałam go o rozwodzie,że zamiast "zamiatać wszystko pod dywan" i ciągle tłumaczyć ojca powinnam była to zrobić dużo wcześniej,bo oni nie musieliby tak cierpieć w tej "niby wspaniałej rodzinie".:( Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Czasami zastanawiałam się, jak to możliwe, że moja młodsza córka, Gosia, jest tak wspaniałą matką dla swojej dwójki szkrabów, natomiast starsza, Monika, kompletnie nie ma instynktu macierzyńskiego. Przecież wychowywałam je obie jednakowo, każdej dając identyczną porcję miłości i zainteresowania. Tymczasem Małgosia zawsze była bardzo rodzinna, a Monia, jak ten kot, chodziła własnymi drogami, nie dbała o nikogo, tylko o siebie. – Zobaczysz, zakocha się, to się wtedy wszystko zmieni! – mawiała moja siostra, której się skarżyłam, że Monika skończyła już trzydziestkę, a nie zanosi się na to, aby się ustatkowała. Młodsza dorobiła się w tym czasie męża i dwójki dzieci, a starsza… Co rusz miała innego chłopaka. W pewnym momencie zwyczajnie straciłam rachubę, tym bardziej że wyprowadziła się z domu. Pomieszkiwała u kolejnych „narzeczonych”, potem coś sama wynajmowała – i znowu zaczepiała się u jakiegoś chłopaka. – Żyjesz jak jakiś koczownik! – wyrzucałam starszej córce. – Ciągle na walizkach! Spójrz na Gosię! Jest ustatkowana, ma dom, fantastycznego męża, dwójkę ślicznych maluchów… – Jaki tam dom? Mieszkanie kupione na kredyt zaciągnięty na dwadzieścia długich lat! Ja sobie takiego kamienia u szyi na pewno nie uwiążę! – wyśmiewała siostrę Monika. – Więc twoim zdaniem lepiej nie mieć żadnego domu? – dopytywałam. – Mamo, ty się o mnie nie martw – śmiała się, ale dobrze jej było mówić. Matka zawsze się martwi o swoje dzieci. Tym bardziej takie, co nie mają żadnego celu w życiu ani perspektyw. „Gdyby sama została matką, wszystko by się na pewno zmieniło. Stałaby się bardziej odpowiedzialna – myślałam. – Miałaby dla kogo żyć”. Naprawdę, w przeciwieństwie do większości rodziców, którzy boją się panieńskiej ciąży u swojej córki, ja marzyłam, by moja Monika wpadła i w ten sposób się ustatkowała! Nawet gdyby miała zostać samotną matką. – Przecież jej wtedy pomożemy – mówiłam do męża, który patrzył na mnie, jakbym była szalona. – Naprawdę sądzisz, że mam jeszcze siłę, aby wychowywać niemowlaka? Bo na tym się skończy, sama o tym dobrze wiesz! – kręcił głową. – Ja swoje dzieci już wychowałem, wstawałem do nich po nocach na równi z tobą, a teraz chcę być tylko dziadkiem bawiącym się z wnukami. I starczy! No cóż, a jednak niektóre życzenia się spełniają Kilka miesięcy później Monika oświadczyła, że jest w ciąży. – A ojciec dziecka? – zapytałam. – Zapomnij o nim, jest żonaty! – wzruszyła tylko ramionami. – Nie szkodzi, twoja miłość na pewno maleństwu wystarczy – byłam zachwycona, że moja córka nie chce tej ciąży usunąć, bo tego się obawiałam. Tymczasem ona się naprawdę cieszyła! Kiedy dowiedziała się, że to będzie dziewczynka, zaczęła biegać po sklepach i kupować dla niej rzeczy. – Zobacz, jaka piękna sukieneczka, cała w koronkach! – przybiegała do mnie jak za dawnych lat. – Jak ja ją będę stroiła! Jak maleńką laleczkę! – obiecywała z wypiekami na twarzy. Bardzo chciałam w to wierzyć. Pytanie tylko, skąd znajdzie pieniądze na te wszystkie fatałaszki dla małej. – O to się już nie martw, mamusiu! – śmiała się Monika. – Będzie dobrze. Powinnam się domyślić, że coś knuje, ale miłość do córki i do nienarodzonej wnusi zamydliła mi oczy. Byłam szczęśliwa i nie chciałam rozważać żadnych czarnych scenariuszy. Kiedy dziecko przyszło na świat, z miejsca zawładnęło nie tylko mną, ale i mężem. Już po kilku tygodniach wiedziałam, że oddałby wszystko za to maleństwo. Gosia to się nawet śmiała, że tata przeżywa drugą młodość, kiedy wychodzi z małą Kasią na spacery. – Nie jesteś zazdrosna, że tak ją kocha? – zapytałam, po czym ugryzłam się w język. – Zresztą, po co ja pytam, twoje dzieci przecież także kocha… – Wiem, ale teraz Kasia jest jego oczkiem w głowie. Nie, nie jestem zazdrosna, temu dziecku potrzebna będzie wasza miłość – stwierdziła Gosia. No cóż, znała dobrze swoją siostrę i pewnie sporo przeczuwała… Monika nie mówiła nam wiele o swoich sprawach, a ja o nie wcale nie pytałam. Zastanawiałam się jednak, kim jest ojciec naszej wnusi i dlaczego moja córka nie wystąpi o alimenty. Wiadomo przecież, że do tanga trzeba dwojga i mężczyzna także powinien być odpowiedzialny za swoje dziecko. Któregoś razu jednak nie wytrzymałam i zapytałam o to. – Nie martw się, mamuś, pracuję nad tym usilnie! – usłyszałam. Nie miałam pojęcia, co to znaczy, dopóki pewnego dnia Monika nie wróciła do domu wściekła jak osa! – A to drań! Ten kretyn zażądał badań DNA! – rzuciła już od progu. A potem nie wzięła nawet na ręce Kasi, która raczkując podeszła jej pod nogi, tylko zamknęła się w pokoju. Oboje z mężem chodziliśmy na paluszkach, bojąc się zapytać, o co chodzi, i licząc na to, że Monika jednak nam wyjaśni, co się dzieje. – Naprawdę chcesz wiedzieć?! – wybuchła w końcu, gdy delikatnie zaczepiłam ją w tej sprawie. – Zaszłam w ciążę z jednym takim bogatym draniem. Pomyślałam sobie, że urodzę i będę ustawiona do końca życia! No wiecie, wysokie alimenty i tak dalej. Ale on nie chciał wierzyć na słowo, że Kaśka jest do niego podobna jak dwie krople wody, tylko nasłał na mnie tego swojego adwokata, który zażądał dowodów. Zbadali Kaśce DNA i okazało się, że wcale nie jest jego córką. – To czyją? – wyrwało mi się. – A bo ja wiem?! Nie pamiętam, z kim jeszcze wtedy spałam! – moja córka wzruszyła ramionami. – Jasny gwint, gdybym tylko nie była taka pewna, że to jego dziecko, to… – To co wtedy?! – nie wytrzymał mąż, który właśnie wparował do pokoju. – Usunęłabyś tę ciążę? – Pewnie tak! A po co mi teraz taki darmozjad, którego trzeba utrzymywać? – rzuciła Monika i już myślałam, że mąż po raz pierwszy ją uderzy, ale opanował się w ostatniej chwili. – Nigdy więcej o niej tak nie mów! – wycedził przez zęby. Córka co prawda więcej tak nie mówiła, ale z pewnością tak sobie myślała… Widziałam to w jej oczach, kiedy niechętnie brała na ręce garnącą się do niej małą. Serce mi się wtedy krajało. Tak mi było żal tego ufnego ślicznego dzieciaczka! Rację miała młodsza córka – miłość moja i męża stała się dla Kasi ważna. Szczególnie, kiedy jej matka wyjechała. Oczywiście, nie konsultowała tego z nami, bo i po co? Po prostu z góry założyła, że zajmiemy się dzieciaczkiem, kiedy wybierze życie za granicą. – Do pracy jadę! – oświadczyła nam. – Ale gdzie, kiedy? – dopytywaliśmy. – Do Niemiec, do Hamburga. Za kilka dni – padła krótka odpowiedź. – A co będziesz tam robiła? Przecież ty nawet nie znasz języka! – Dostałam pracę jako kelnerka! Potrafię zapytać: Kawę czy herbatę? Kaffee oder Tee? – popisała się. No cóż, była dorosła, nie mogliśmy jej z mężem powstrzymać. Zresztą po jakimś czasie wydawało się, że naprawdę dobrze się jej wiedzie w tym Hamburgu. Kiedy dzwoniła do domu, była zawsze taka pogodna, roześmiana. Tylko rzadko pytała o córkę i równie rzadko chciała z nią rozmawiać. – Dlaczego zawsze dzwonisz tak późno, kiedy mała już śpi? Ona za tobą tęskni – robiłam córce wyrzuty. – Ja za nią także – odpowiadała Monika, choć bardzo w to wątpiłam. A jednak pewnego dnia moja starsza córka oświadczyła, że nie tylko przyjeżdża do Polski, ale chciałaby zabrać potem Kasię na kilka dni do siebie. – A nie będzie ci przeszkadzała? – niepokoiłam się, bo córka od dawna nie zajmowała się dzieckiem. – Mam urlop, chcę z nią pobyć – usłyszałam. – Przecież jestem jej mamą, nie zrobię jej krzywdy! No cóż, miałam taką nadzieję… Potem okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam, bo mała wróciła cała i zdrowa, obkupiona w nowe ciuszki. – Nie są nowe, dostałam je od znajomych – sprostowała córka. – Nie szkodzi, są takie śliczne! – nie chciałam już Monice mówić, że mała ze wszystkiego szybko wyrasta, a przecież mnie i ojcu się nie przelewa. Musieliśmy utrzymać Kasię ze swoich skromnych nauczycielskich pensji, bo córka jakoś nigdy się nie kwapiła, żeby dołożyć do utrzymania własnego dziecka. – Jak chcecie, to czasami będę wam przysyłała jakieś ubranka – stwierdziła wielkodusznie Monika. Faktycznie od tej pory zaczęły przychodzić do nas paczki. Rzeczy, które w nich znajdowałam nie były nowe, ale czyste i przyzwoite. Nie wiedziałam, skąd pochodzą, dopóki nie zauważyłam w jednym z pudeł ulotki z adresem niemieckiej pomocy społecznej. Musiała wpaść Monice przypadkiem, ale wiele dała mi do myślenia. Wkrótce okazało się, że Monika dostawała nie tylko ubranka… Korzystając z tego, że ma w Hamburgu pracę, zgłosiła się do odpowiedniego urzędu jako matka samotnie wychowująca dziecko! I przez wiele miesięcy pobierała na Kasię niemały zasiłek! Dostawała go na córeczkę, która rzekomo z nią mieszkała, a wydawała w całości na siebie! Kiedy się o tym dowiedziałam, zrozumiałam, dlaczego zabrała kiedyś małą na wakacje. Musiała ją pokazać, aby urzędniczki nie nabrały podejrzeń. Niestety, przeliczyła się, bo ostatnio Niemcy stali się wyjątkowo czuli na takie wyłudzenia. Zrobiono wywiad środowiskowy i okazało się, że dziecka dawno nikt nie widział. Szybko namierzono Kasię w Polsce i udowodniono, że mała mieszka z dziadkami! Monika musiała nie tylko oddać całą wyłudzoną sumę, ale i nałożono na nią karę kilku tysięcy euro. I tak miała szczęście, bo niedługo ponoć wchodzą przepisy, zakazujące takim oszustom osiedlania się i pracy w Niemczech! Niestety, moja córka nie rozumie, że wszystko, co się stało, to wyłącznie jej wina. Obwinia za to dziecko! Wścieka się na małą i przestała do niej dzwonić. A Kasia tak bardzo tęskni za mamusią! Coraz więcej rozumie… Już się z mężem boimy, co jej powiemy, kiedy zacznie pytać. Jak jej wytłumaczymy, że jej własna matka urodziła ją tylko dlatego, że widziała w niej kurę znoszącą złote jajka, a gdy ten plan zawiódł, starała się na niej zarobić w inny sposób? W dodatku boimy się, że to jeszcze nie koniec pomysłów Moniki na wykorzystanie własnego dziecka. Co jeszcze może wymyślić?

moja siostra zrobiła mi dobrze